Dorota Wellman wraca do traumy
dziennikarka nie kryje żalu do lekarzy
Dorota Wellman zdobyła się na wyjątkowo szczere wyznanie. W podcaście "Wojewódzki&Kędzierski", do którego przyszła razem z dorosłym synem Jakubem, dziennikarka opowiedziała o porodzie sprzed lat, który zamiast radości przyniósł jej strach, samotność i traumę. Jej słowa poruszyły słuchaczy i przypomniały, jak wyglądały realia porodówek w latach 90.
Wellman urodziła syna w 1993 roku, mając 29 lat. Dziś brzmi to zwyczajnie, ale wtedy szybko usłyszała, że jest "starą pierworódką". Jak przyznała, zamiast wsparcia od początku towarzyszyło jej poczucie bycia ocenianą i traktowaną z góry. Najbardziej bolesny był moment tuż po porodzie, gdy dziecko zostało jej odebrane.
- To jest okropny moment w życiu matki. Tak samo jak zostawienie samotnej kobiety
- mówiła, opisując ogromną, zimną salę porodową, brak bliskości i poczucie całkowitego odhumanizowania. Zegar, który odliczał kolejne minuty bólu, zakaz wstawania z łóżka i obecność studentów sprawiły, że poród zapamiętała jako koszmar.
Dziennikarka nie kryła też żalu do lekarzy. Znieczulenie nie wchodziło w grę, bo - jak usłyszała - "trzeba rodzić naturalnie". Po blisko dobie okazało się, że cesarskie cięcie powinno zostać wykonane znacznie wcześniej.
- Już było trochę za późno
- wyznała gorzko, dodając, że jej syn przyszedł na świat w dramatycznych okolicznościach.
Te doświadczenia sprawiły, że Dorota Wellman zaangażowała się później w akcję "Rodzić po ludzku" i walkę o godne traktowanie kobiet w szpitalach. Dziś podkreśla, że choć wiele się zmieniło, takie historie wciąż trzeba opowiadać.
Dorota Wellman
KAPIF.pl
Dorota Wellman
KAPIF.pl
Dorota Wellman
KAPIF.pl
Dorota Wellman
KAPIF.pl
Dorota Wellman
KAPIF.pl
Dorota Wellman
KAPIF.pl

