Marian Lichtman wspomina Krzysztofa Krawczyka
„musiałem się wypłakać” przy ostatnim spotkaniu
Marian Lichtman wciąż nie może pogodzić się ze stratą przyjaciela. W piątą rocznicę śmierci Krzysztof Krawczyk wrócił do poruszających wspomnień, które - jak przyznaje - do dziś wywołują silne emocje.
Dla lidera Trubadurzy Wielkanoc od lat ma szczególny wymiar. To właśnie wtedy najczęściej wraca pamięcią do dawnych lat i wspólnych chwil z Krawczykiem. Nawet przebywając obecnie w Danii, nie zamierza rezygnować z tej tradycji.
Muzyk przypomniał początki ich znajomości - czasy, gdy razem próbowali podbić Warszawę, grając koncerty w akademikach. Żyli skromnie, a za jeden z występów na Grochowskiej zapłatą była... talerz zupy. To właśnie te chwile uznał za fundament ich wieloletniej przyjaźni i kariery.
Najbardziej poruszające było jednak wspomnienie ich ostatniego spotkania. Doszło do niego podczas nagrań Telewizji Polskiej do filmu o Krawczyku. Już wtedy Lichtman zauważył, że jego przyjaciel jest w słabszej formie.
- Czuliśmy, że jest źle, ale nie sądziliśmy, że to koniec
- wyznał.
Jak dodał, emocje wzięły wtedy górę.
- Odszedłem na bok, zatrzymałem się przy małym lasku i musiałem się wypłakać. Czułem, że to może być nasze ostatnie spotkanie
- wspominał.
Lichtman przyznał też, że nie był na bieżąco informowany o stanie zdrowia artysty. Relacje z jego otoczeniem nie były już tak bliskie jak dawniej, a konflikt z Ewą Krawczyk dodatkowo utrudniał kontakt. O śmierci przyjaciela dowiedział się z mediów.
Dziś, po pięciu latach, wspomnienia wciąż bolą, ale wracają też obrazy młodości, pierwszych koncertów i przyjaźni, która przetrwała dekady.
Krzysztof Krawczyk
KAPiF.pl
Krzysztof Krawczyk
KAPiF.pl
Krzysztof Krawczyk
KAPiF.pl
Marian Lichtman
KAPIF.pl
Marian Lichtman
KAPiF.pl
Marian Lichtman
KAPiF.pl

